Ja sobie zawsze powtarzałam (i powtarzam) w momentach zwątpienia, że wolę mieć żywą, ciekawską, głośną, choć czasem nieposłuszną Martynkę, niż posłuszne i zawsze grzeczne "ciepłe kluchy", które posadzone w jednym miejscu spędzą w tym miejscu czas do wieczora.