Pana Pohoreckiego ceniła i lubiła pomimo jego szorstkości i dziwactw, a może właśnie dlatego, że pod tą chropowatą skorupą wyczuwała ukrywaną boleść, krzywdę czy tragedię, pomimo upływu lat nie zagojoną, niczym głęboką ranę pokrytą brzydkim strupem.