Izba, w której jadał, była niska, powała wisiała mu wprost nad głową, toteż któregoś razu, gdy wychodził stamtąd po obfitym, nieco zakrapianym posiłku, jako rosły człek nie zmieścił się w drzwiach, i potknąwszy się na progu, rąbnął głową w belkę naddrzwiową z uczuciem kosmicznej katastrofy.