Widzę oczami wyobraźni, jak po mojej śmierci toczy się i z wolna przemija życie obecnych tu dziś pokoleń, towarzyszę myślą przez stulecia, tysiąclecia, miliony lat przyszłym dziejom mego gatunku na mej planecie, zaglądam w przyszłość jeszcze i jeszcze dalej ku czasom, gdy eksplodujące, potem zaś stygnące Słońce zapowiada nieodwołalny wszelkiego tutaj życia kres, od miliardów lat przechodzę do dziesiątków miliardów, zdążam ku spodziewanym wielkim kosmicznym katastrofom, gdy ten Wszechświat, który mnie dziś otacza, zacznie się przemieniać w wystygłe popielisko albo znikać w otchłaniach przestrzeni bądź w czeluściach czarnych dziur...