Gdy w rok później odwiedziłam moich byłych sąsiadów, w domu panowała ciężka atmosfera: ci z parteru skarżyli się na dziecięce hałasy oraz tabuny krewnych biegających po schodach; Hausmeister, czyli gospodarz - że przed drzwiami stoją kilometry butów i rowerków, choć wewnętrzny regulamin tego stanowczo zabrania; sąsiedzi z drugiego piętra dostawali szału od głośnej tureckiej muzyki.