Ruch Bezrolnych (MST) zyskuje w Brazylii coraz większe poparcie.
4,8 mln rodzin na wsiach nie ma ziemi, podczas gdy 182 mln ha gruntów, należących do kilku wielkich właścicieli, leży odłogiem.
Bezrolni chłopi, uczestniczący w marszu do Belem, stolicy stanu Para, zostali zaatakowani przez uzbrojonych w karabiny maszynowe policjantów.
Przekształcając finał marszu wieśniaków w wielką manifestację na rzecz reformy rolnej i sprawiedliwości społecznej, PT pokazała jednak, że jest zdolna zmobilizować masy.
- Lewicowe partie i związki zawodowe dostrzegły w MST znaczącą siłę opozycyjną, a rząd nie bardzo wie, jak sobie poradzić z tym problemem - uważa profesor David Fleischer, politolog z uniwersytetu w Brasilii, cytowany przez Reutera.
Rząd uważa, że problem reformy rolnej to przede wszystkim kwestia inwestycji.
Z powodu zajmowania siłą ziem należących do osób prywatnych w sierpniu ub.r. rząd zawiesił rozmowy z Ruchem Bezrolnych.
Cardoso twierdzi, że jego rząd zrobił więcej dla reformy rolnej niż jakikolwiek inny w historii.
Reformy Rolnej, podniósł podatki od ziemi leżącej odłogiem, przeforsował nowe ustawy.
Reforma - według MST - to nie tylko rozdawanie ziemi, ale także m.in.
Przywódca MST, Joao Pedro Stedile, zapowiedział, że bezrolni będą nadal zajmować nieużytki i zamieniać je w pola uprawne, zamiast czekać na program rządu, który traktuje reformę rolną jako "akt hojności".
Ziemi potrzebuje 4,8 mln rodzin (ok.
Od 1985 roku MST pomógł uzyskać ziemię 140 tys.
rodzin (prawie 600 tys.
Przywódcy ruchu twierdzą, że w Brazylii toczy się ostra walka klasowa.
Ruch Bezrolnych cieszy się także poparciem Kościoła katolickiego, który  zamierza nawet zrzec się części swych posiadłości na rzecz reformy rolnej.
Kościół wzywa rząd do rewizji polityki gospodarczej, przeprowadzenia autentycznej reformy rolnej, potraktowania rozwoju budownictwa mieszkaniowego jako priorytet oraz walki z analfabetyzmem i niedożywieniem.