- Siadajcie, towarzyszu - wskazał miejsce przy stoliku, gdzie już kulił się chuderlawy Hindus, w okularach, z kopą tłustych włosów, które nosiły wyraźny ślad grzebienia. - To nasz radca od spraw kultury, z nim już resztę będzie pan załatwiał.

Terey uścisnął zimną dłoń o długich palcach z plamami fioletowego atramentu, obaj nie dali poznać, że już nie jedną odbyli rozmowę. Radca nie uważał za potrzebne powiadomić o zamysłach Hindusa nie tylko ministerstwa, ale nawet ambasadora, tak wydawały mu się bezsensowne.

- Pan Dżaj Motal jest znanym literatem i chce napisać o nas książkę, żeby pokazać Hindusom nowe, ludowe Węgry, nasze osiągnięcia, zdobycze socjalne... Wprawdzie już zapoznał się z naszymi broszurami, ale to mu nie wystarcza, chciałby przeprowadzić wywiady z dostojnikami, przyjrzeć się naszemu życiu z bliska. Weźmiecie od niego dane i trzeba wysłać szyfrówkę do ministerstwa, ustalić, na jakich warunkach mogą go przyjąć...

Mówił w sposób namaszczony, pochylił głowę w stronę Hindusa, ten również się odkłonił, czując bliską wygraną.

- Jak pan sobie wyobraża pobyt, co by pan chciał zwiedzić?

- Chciałbym napisać grubą książkę, więc musiałbym po Węgrzech podróżować ze trzy miesiące. Chyba sfinansujecie zwiedzenie kraju, hotele, utrzymanie...

- A droga?

- Przelot Air India do Pragi byłby najprostszy. Jeżeli okazałoby się to za kosztowne, mógłbym wracać przez Polskę i NRD, rozpytałem się w ambasadach, również obiecano pomoc...

