Bergson gani uczonych z powodu ich "manii wtłaczania faktów w uprzednio istniejące kategorie", ale właśnie ta mania pozwoliła Newtonowi odkryć, że planety poruszają się wedle tych samych praw, co spadający kamień, Lavoisierowi ustalić, że oddychanie jest formą spalania, a Maxwellowi stwierdzić, że wibracja świetlna jest polaryzacją dielektryczną. Bergson gardzi językiem i wiedzą - ma nadzieję, iż je wyeliminuje na rzecz intuicji, która jest rodzajem instynktu. Otóż, twierdzi Benda, bergsonizm jest właśnie filozofią naszych czasów; schlebia modom i dominującym skłonnościom naszego wieku, a jest to wiek nienawiści do nauki, inteligencji i wysiłku intelektualnego, włączając w to filozofię o tyle, o ile buduje ona pojęcia abstrakcyjne, miast obiecywać nam wejście w "bezpośredniość". Pewna nienawiść do wiedzy istniała zawsze - czyż motłoch nie mordował niekiedy filozofów w starożytności? - ale w naszym stuleciu stała się ona cechą wyróżniającą ; przewaga pierwiastka kobiecego, żywiołu biernego, da się dostrzec we wszystkich dziedzinach cywilizacji, ze sztuką włącznie. Ignoranci wyobrażają sobie, że nauka powinna ich zaopatrzyć w pewność absolutną i ganią ją za to, iż tego nie czyni; Bergson właśnie wmawia im, że nauka złamała swoje obietnice, on natomiast ukazuje im sposób, który pozwala uchwycić "esencje" rzeczy w aktach emocjonalnych. Krytykowi chodzi po prostu o to, że wiedza jest z definicji pojęciowa i że gdy się pojęcia abstrakcyjne odsunie, wszelka droga do wiedzy będzie zagrodzona.

