– Próbowano nas nakłonić do podpisania porozumienia. Na jego mocy odzyskalibyśmy zaledwie pół miliona złotych. W zamian chciano nas zobowiązać do milczenia. Gdybyśmy podpisali, każda próba nagłośnienia konfliktu miała nas kosztować pół miliona – mówi Robert Kuszka z Elektronu.

Robert Bachłaj, project manager spółki Poznań Żonkil, który jest odpowiedzialny za rozliczenia finansowe budowy poznańskiego King Cross, przyznaje, że jeszcze przed zakończeniem budowy jego firma dowiedziała się o kłopotach finansowych francuskiego wykonawcy.

- Staraliśmy się monitorować przepływ pieniędzy między wykonawcą a firmami podwykonawczymi – zapewnia. – Później, kiedy okazało się, że S.E.I.C.C.F. nie jest w stanie uregulować swoich zobowiązań, bezpośrednio rozliczaliśmy się z tymi przedsiębiorstwami. Było to dziewięć spó- łek, sześć z Wielkopolski i trzy spoza regionu.

Twierdzi, że na liście nie było Elektronu.

Odbiór na papierze

Zapewnia też, iż dokonano wszystkich odbiorów technicznych: – Bez nich przecież nie otrzymalibyśmy pozwolenia na użytkowanie.

Ryszard Stabiszewski mówi natomiast, że wykonanych prac faktycznie nie odebrano.

- Kiedy wchodzili inspektorzy, kazano naszym pracownikom schodzić z drabiny, że niby prace zostały zakończone – dodaje.

W S.E.I.C.C.F. nikt nie chciał z nami rozmawiać na temat poznańskiej inwestycji.

- Tą sprawą nie powinny się interesować osoby trzecie, czyli media – usłyszeliśmy po drugiej stronie słuchawki. Pracownica spółki, która odebrała telefon nie chciała połączyć nas z prezesem. Nie potwierdziła też informacji dotyczącej upadłości firmy.

