Złotówki, a może euro albo franki – z wyborem waluty mierzy się każdy, kto chce zaciągnąć kredyt na kupno samochodu, mieszkania czy budowę domu. Z jednej strony kusi niższe oprocentowanie walut obcych, z drugiej zawsze pozostaje strach przed gwałtownym załamaniem kursu złotego. Obecnie nasza waluta jest bardzo mocna, ale jeszcze 10 miesięcy temu było dokładnie odwrotnie i wielu, którzy wcześniej wzięli kredyt w dolarach lub euro, wpadło w panikę. Najgorsze, co mogli zrobić, to przewalutowć pożyczkę na złotówki. Można się nad tym zastanowić teraz. Czy warto? – piszemy w dzisiejszym poradniku.

Dwa przykłady

Doradcy finansowi radzą, by zaciągać kredyt w tej walucie, w której otrzymuje się przychody. Zarabiasz w złotówkach – bierz kredyt złotowy, w euro – pożyczaj w euro. Tylko wtedy masz pewność, że wystarczy Ci na spłatę bieżącej raty.

Jeśli kredyt zaciągnięty został w walucie obcej, a spłacany jest w złotych, to kredytobiorca może stracić albo zyskać.

Kowalski, który na zakup mieszkania w 2001 r. potrzebował 100 tys. zł i wziął kredyt w euro na 10 lat – pożyczył 26.400 euro przy kursie 3,80 zł. Stała miesięczna rata wyniosła 219 euro, co przy ówczesnym kursie dawało około 832 zł.

W momencie maksymalnego wzrostu euro na początku 2004 r. rata wzrosła do ponad 1000 zł. Teraz pan Kowalski płaci miesięcznie około 920 zł.

