- Boimy się śmierci, gdy boimy się życia. Życie i śmierć to dwie strony tego samego medalu. Gdy nasze życie jest niespełnione, trudno przyjąć śmierć. I odwrotnie - boimy się żyć w pełni, ponieważ boimy się śmierci -ale nie tej biologicznej. Boimy się śmierci poczucia naszej nadzwyczajności i odrębności.

- I gdy do gabinetu terapeuty przychodzi człowiek, którego głównym problemem jest lęk przed śmiercią, rozmawiasz z nim o życiu?

- Lęk przed śmiercią, tak samo jak lęk przed życiem, może przejawiać się w skrajnych formach - tak drżymy o fizyczne życie ciała, że boimy się wychodzić z domu.

Boimy się, że zaatakują nas bakterie, że coś nam spadnie na głowę albo dostaniemy ataku serca i lekarze nie zdążą. Przeżywamy wszechogarniający lęk, który paraliżuje życie. Ale co jest warte życie, które ma służyć wyłącznie temu, żeby przeżyć albo żeby je bez umiaru przedłużać. I tak nie da się oszukać śmierci - to ciało w końcu umrze. Nasze życie nie może się sprowadzać do chronienia i upiększania ciała, żeby się nie uszkodziło, nie naraziło na żadne niebezpieczeństwo i żeby zawsze było mu miło i przyjemnie, i żeby robiło wrażenie na innych. Jeśli tak będziemy żyć, to ciało zajmie miejsce Boga, miejsce Ducha. Uważne, odważne i w pełni zaangażowane życie, w którym w każdej chwili umieramy, uwalnia nas od lęku przed śmiercią. Daje nam wolność.

