STRACH PRZED SWOIMI?

Trudno rozstrzygnąć, na ile poważnym argumentem za rezygnacją z udziału w rządzie "małej koalicji" był lęk Pawlaka przed sprzeciwem wsi wobec liberałów [KL-D]. Wprawdzie z liberałami, ale mieliby chłopi chłopskiego premiera! A tak?

Czy chodziło o program, czy tylko o to, kto będzie decydował?

Jest rzeczą mniej ważną, czy była to samodzielna decyzja premiera, czy uległ on naciskom aparatu własnej partii. Ważniejsze, jaką rolę w odrzuceniu "trójki" odegrał prezydent.

ROLA PREZYDENTA

Jeśli prawdą jest, że to prezydent [Lech] Wałęsa sprzeciwił się tak szerokiemu udziałowi "małej koalicji" w rządzie Pawlaka, oznacza to, że woli on słaby rząd, przy którym jego pozycja będzie silniejsza.

Ale słaby rząd - prezydent zapewne o tym pamięta - to pełna odpowiedzialność za wszystkie sprawy państwa. Wydaje się więc, że - w tak trudnym czasie - w interesie Belwederu jest popieranie silnej ekipy. Jej sukces byłby chwałą dla prezydenta w następnych wyborach, a jej klęska - jego klęską.

RZĄD MOŻE POWSTANIE, ALE CZY PORZĄDZI?

Mało prawdopodobne, aby "ponadpartyjny rząd fachowców" ( "wachowców" - jak mówią złośliwcy) przeszedł przez głosowanie w Sejmie. Może on liczyć na - mniej więcej - 100 głosów PSL i SLD.

Miałby on natomiast szanse uzyskać większość, gdyby prezydent powiedział: to mój rząd i biorę za niego odpowiedzialność.

