Nie takie to proste. Lewa ręka wczepiona w skałę, prawa ściska koniec kijka, pod nogami obsuwający się śnieg. Ruda zdobywa się jednak na wysiłek. Odbija się lewą nogą i skacze z nieoczekiwaną zręcznością. Jesz cze dwa skoki i ląduje obok Oppenheima.

- Zosia miała rację. Ty nas wszystkich przyprawisz kiedyś o cholerny atak serca... - powiada Józio i rozwiązuje kije.

Była to delikatna aluzja do zjazdu Rudej holwegiem z Doliny Olczyskiej. Ruda, rozpuściwszy narty, wpadła na bale zerwanego mostu i zawisła dosłownie tuż nad wodą. Zanim towarzysze wyratowali ją z opresji, musiała wysłuchać wielu cierpkich uwag.

Spotkanie z niedźwiedziem to też jedna z dawnych emocji wiosennych. Solidny niedźwiedź śpi zazwyczaj do marca. W marcu miś opuszcza legowisko i wyrusza na poszukiwanie strawy. Obwąchuje starannie lawiniska i patroluje polany, gdzie łatwo o spotkanie z sarną i o wiosenne, roślinne przysmaki.

W dolinach: Jaworowej, Niewcyrki, Cichej i Kamienistej ślady niedźwiedzie widywało się najczęściej.

W Niewcyrce, w parę lat po wojnie, był to rok chyba 1922, natknął się Oppenheim z kompanią na misia w pełni słonecznego blasku. Narciarze zjeżdżali z Furkotnej Przełęczy. Zatrzymali się na górnym progu do liny, żeby wyszukać najdogodniejszy zjazd przez stare lawinisko.

Miś stał na kopcu lawiny blisko ścian Krywania. Wiatr wiał w stronę ludzi, więc niedźwiedź spokojnie rozgrzebywał śnieg. Narciarze patrzyli w milczeniu. Domyślali się, że miś zwietrzył kozią padlinę.

