W domu natomiast przy każdej okazji dziewczyna ćwiczyła się w biegłym posługiwaniu się igłą. Każda mała dziewczynka znała podstawowe ściegi i hafty. Pracowicie ozdabiały one prezenty dla członków rodziny: różne chusteczki, serwetki, wycieraczki do piór lub do okularów, pokrowce na bilety wizytowe, poduszeczki do igieł i tysiące innych przedmiotów, których przeznaczenia trudno dziś dociec. W powieści Nad Niemnem córka Korczyńskiego przez pół książki haftuje pantofle nocne dla Marty, czym zresztą sprawia jej niekłamaną radość. W literaturze poradnikowej poświęcano tym zajęciom sporo miejsca.

"Same ile mogły sobie i braciom szyły, robiły pończoszki. Nigdy matce, krewnym, ubogim, do kościoła innego daru ofiarować nie śmiały, prócz własnych rąk ich dzieła. Często w przeciągu tych kilku godzin, czytała jedna drugiej głośno Pielgrzyma z Dobromila, Przyjaciela Dzieci lub inną xiążkę".

K. Hoffmanowa, Amelia matką

Uważano, że tego typu zajęcie ćwiczy pracowitość i cierpliwość. Nadto robótka w ręku panny świadczyła o jej skromnym ułożeniu. Po prostu byłoby nieprzyzwoite, aby dobrze wychowana panna siedziała w salonie z pustymi rękami i jeszcze, nie daj Boże, głośno wypowiadała swoje zdanie. Robótka, dając oparcie dla skromnie spuszczonych oczu, umożliwiała pannie w miarę swobodną rozmowę z mężczyzną. A gdy już panna była zaręczoną, wtedy zdobyte przez lata umiejętności przydawały się przy przygotowywaniu wyprawy ślubnej, nad którą pracowały wszystkie kobiety w domu. Zwłaszcza nieocenione okazywały się wtedy mieszkające w bocznych pokojach rezydentki.

