- Poznałem Himilsbacha, gdy podczas studiów dziennikarskich zostałem szefem działu publicystyki i reportażu "Nowej Kultury". W kolegiach redakcyjnych uczestniczyli Kruczkowski, Przyboś, Grochowiak, Śliwonik, Czeszko, Żółkiewski i Putrament. Pojawiał się również Himilsbach, który prawie zawsze swoim ochrypłym głosem prosił: "Pożycz paczkę!". Janek idealnie spełniał ówczesne zapotrzebowanie na proletariackich twórców - wspomina Piwowski.

W redakcji "Nowej Kultury" reżyser "Rejsu" ujawnił już swoje specyficzne poczucie humoru oraz ironię towarzyszącą wszystkiemu, co robił. Oto wywiad, jaki Marek Piwowski przeprowadził w 1961 roku z Armando Hartem Davalosem, ministrem rewolucyjnego rządu Kuby.

- Kto dziś studiuje na wyższych uczelniach Kuby?

A.D. - Studiować mogą wszyscy. Przeważa stojąca za rewolucją młodzież pochodząca z warstwy średniej. Organizujemy stypendia dla dzieci pochodzenia robotniczego i chłopskiego. Jest ich na razie jeszcze niewiele, ale procent ten bardzo szybko wzrasta. Poza tym dzieci robotników i chłopów nie mają na ogół odpowiedniego przygotowania do studiów wyższych. Chcemy im pomóc.

- To się wiąże z reformą szkolnictwa podstawowego i średniego...

- Oczywiście. Ta sprawa pomyślana jest na bardzo szeroką skalę. Planujemy likwidację analfabetyzmu...

- W jakim terminie?

- Do końca bieżącego roku.

- Na Kubie jest w tej chwili ponad 30 proc. analfabetów?

- Tak. Bardzo trudno będzie zlikwidować analfabetyzm w tym roku. Ale podaję to na odpowiedzialność Fidela Castro. Obiecał to całemu narodowi. A przecież obiecywał nam rzeczy trudniejsze, które wydawały się nieraz niemożliwe... Jednak udało się je zrealizować.

