- Poświęcił. Mówił, że nie można w niepoświęcanej ziemi. Namawiał, żeby wieźć do Sławska.

- A tatuś co?

- Tatuś nie chciał. Powiedział: można w brzezinie. Tu ładne miejsce.

- Ładne!

- Bardzo ładne, ale ja tu nie lubię chodzić.

- Nie lubisz?

- Nie lubię. Chodzę tylko z tatusiem. Tatuś się modli.

- Tatuś...

- Tatuś codziennie chodzi z rana albo pod wieczór, a w niedzielę to się tu modli ze mną. Czyta z tej książki, co mamusia miała.

- A ty pamiętasz mamusię?

- Pewnie, to ledwie rok minął.

- Prawda. Już rok. A ja się dowiedziałem dopiero na jesieni. Twój tatuś rzadko pisuje.

- Tatuś nie lubi listów.

- Ja pisałem częściej.

- Ale tatuś nie lubi listów stryjcia.

- Czytał ci co kiedy?

- Nie... kiedyś czytał, jak stryjcio saneczkami jeździł. Ja też mam saneczki, ale tutaj nie ma żadnej góry. A w Szwajcarii duże góry?

- Ogromne. Pokażę ci fotografie.

- To chodźmy już do domu. Stryjcio pokaże fotografie.

Zaczął pokazywać jej fotografie, ale dziewczynka wkrótce się znudziła. Zresztą nie bardzo rozumiała, co to znaczy "hotel", "sanatorium", "Szwajcaria". Staś siedział na ceratowej kanapce, która stała w jego pokoju, i fotografie zsunęły mu się z kolan. Spoglądał bezmyślnie w okno, gdzie spoza pni sosnowych poczęły przebijać promienie. Igliwie między sosnami kurzyło się mocno; przestrzenie pomiędzy pniami napełnione były mgłą i wyziewami. Zresztą nie obserwował zjawisk przyrody, nawet nie myślał o tym, co się w nim dzieje. Trwał w spokoju, chciał nawet bezmyślności. Po chwili powtórzył:

