– Ale w jakiś tydzień albo dwa potem zadzwoniła do mnie i mówi, żebym do niej przyjechał, jeśli chcę. Wtedy, bo pojechałem do niej, choć najpierw nie chciałem, powiedziała mi, że możemy być razem, tylko że ona nie chce ślubu.

– Dlatego, że byłeś, byliśmy...

– Nie, ona o niczym nie wie, zresztą – znów pociągnął łyk piwa – naprawdę do niczego nie doszło, możesz wierzyć albo nie. Choćby ze względu na to niebieskie świństwo. Byłem do niczego. Ale w ogóle...

– U was też tak śmierdziało? – nie dałem mu dokończyć.

– Gdzie?

– Na górze...

– Strasznie! Jakby lakierem do włosów i pastą do podłogi, do tego lawenda... Wciąż kursowałem do kibla i z powrotem, tak mi było niedobrze. Ta moja śmiała się ze mnie, że trzeba było jechać do domu spać, zamiast na dziewczyny... Zamówiłem jej drin-ka, żeby przestała dziamdziać, potem następnego – szybko zjechała. Rano, kiedy ją zobaczyłem, kiedy wszedłeś...

– Dupa pawiana!

– Dokładnie.

Wyjąłem dwa żywce z lodówki.

– A twoja? – przejął pałeczkę. – Twoje... – śmiał się. – Było dwie w jednym?

