- Akurat!

- Kisiel, i ty to wiesz, i ja to wiem. Mnie się zdaje, że ona chce zagrać nam na nosie. Wiesz...

- W jaki sposób?

- Zaprosiła nas dzisiaj na spotkanie. Pomyśl. Jak kogoś zapraszasz, to co podajesz?

- Termin i miejsce.

- Właśnie. Termin znamy - dzisiaj o czwartej po południu.

- A miejsce?

- To właśnie mamy rozszyfrować.

Umilkliśmy na chwilę. Każdy z nas przyglądał się swojej karteczce. Co to, do diabła, znaczy "coccinella"? Brzmi jak nazwa jakiegoś płynu do płukania tkanin albo czegoś w tym rodzaju. U Pawła nie lepiej - "bellis - medicus". To całkiem jak "piękny lekarz". Co za bzdury!

- Słuchaj! - Kisiel właśnie skończył jeść kanapkę i szarpnął mnie za rękę.

- No?

- Jeżeli i ze mną, i z tobą umówiła się o szesnastej, to w jaki sposób się dowie, że obaj rozszyfrowaliśmy te idiotyczne hasła? Przecież się nie rozdwoi?

Zastanowiłem się. Hmm... Miał rację.

- Chyba że miejsca, do których mamy dotrzeć, znajdują się niedaleko od siebie, lub można je obserwować z jednego punktu...

- Taaaaa... Zapewne Kaśka poleci balonem i przez lunetę przyfiluje, czy Czarny z Kisielem dotarli w wyznaczone miejsca. - Roześmiał się, po czym machnął ręką.

