– Przepraszam was na chwilę – powiedział zaniepokojony Henryk. – Muszę sprawdzić. Zostańcie tutaj.

Byli w kuchni. Betty siedziała przy stole, Marek na krześle obok zwijał się chyba z bólu. Henryk zamarł. Dlaczego ta kobieta nic nie robi, a tylko się uśmiecha?

– Co się stało? – zapytał świeżo upieczony tata dorosłego mężczyzny, podchodząc do weterana.

– Nic – odpowiedziała wesoło Beata zwana Betty. – Zaraz wrócimy. Marek musi się tylko wyśmiać.

Henryk oniemiał. Odszedł kilka kroków i siadł ciężko po drugiej stronie stołu.

– Może w czymś pomóc? – Sebastian stanął w drzwiach kuchni.

Marek wyprostował się. Z oczu leciały mu łzy, wytarł je wierzchem dłoni. Popatrzył na obu mężczyzn, nie mogąc opanować śmiechu. Henryk i Sebastian obawiali się najgorszego, podejrzewając załamanie nerwowe lub nawrót choroby psychicznej. Marek nabrał powietrza w płuca i powoli je wypuścił.

– Już mi lepiej – powiedział, ale kąciki jego ust nadal drżały. – Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać. Obaj mieliście takie miny, jakby was wypieprzył milion drewnianych pajacyków.

Sebastian usiadł przy stole. Chrząknął z zakłopotaniem, jednak też nie mógł powstrzymać śmiechu. Henryk jeszcze zachowywał powagę, ale po chwili nie wytrzymał.

Jenny, Diana i Pola, zaniepokojone hałasami dochodzącymi z kuchni, pełne obaw, przyszły do kuchni, pytając, co się dzieje. Marek, nieco uspokojony, wyjaśnił, że sytuacja jest jak z telenoweli i nie ma czym się przejmować. Kobiety usiadły i patrzyły zdumione.

