- Płakać?

- Nieprawda - dziewczyna odwróciła głowę, zła, że Garcia domyśla się jej słabości. Zajęła się przymierzaniem naszyjnika. Wstała i podeszła do dużego lustra, od niechcenia zasłaniając ręcznikiem swe dwudziestodwuletnie ciało.

Garcia opadł ciężko na skórzany fotel i patrzył z przyjemnością na jej zabiegi. "Erotyczna żmija - pomyślał po hiszpańsku. - Wężowe ruchy, śliska, podniecająca skóra. Potrafi ugryźć". To był najlepszy łup jego kilkumiesięcznego pobytu w Niemczech.

- Czy może być coś bardziej miłego dla kobiety niż złoto? - zapytała zbliżając się do niego kocim krokiem. Ręcznik opadł na podłogę.

Położyła się na łóżku. Garcia dołączył do niej i razem udali się w podróż przez bagniste dżungle Amazonii, ostre szczyty Andów, skaliste wybrzeża Pacyfiku. Inge krzyczała, bo Garcia potrafił dobrać się do jej bladej skóry.

- Miałam zły sen.

Powiedziała potem wtulona w górę ciała plantatora. Wielki posiadacz ziemski dmuchał cygarowym dymem i obejmował ją za szyję. Biło od niego gorąco rozpalonych pampasów.

- Stałam nocą w pustym mieście. Sama na ulicy. Bałam się.

Garcia pochylił głowę i pocałował Inge w szyję. Obwiódł językiem czarne znamię w kształcie łzy.

- Miasto mordować. Mnie też.

Inge podniosła się na łokciu.

- Co masz na myśli?

Argentyńczyk kopcił jak parowóz.

- Ja załatwić interesy w Niemcy i uciekać z Europa. Ten świat zginąć. Kaput.

