Telepraca dotąd była rozwiązaniem nieuwzględnianym w polskim prawie. W październiku prezydent podpisał ustawę, która wprowadza tę formę do kodeksu pracy i szczegółowo określa prawa i obowiązki pracodawców oraz telepracowników. Przede wszystkim telepracownik nie może być traktowany gorzej niż ci, którzy świadczą pracę w siedzibie firmy. Na formułę telepracy muszą wyrazić zgodę obie strony. Co więcej, tak pracodawca jak i pracownik w ciągu trzech miesięcy od wyboru systemu telepracy mogą zmienić zdanie i przywrócić poprzednie warunki.

Ustawa może być zachętą dla niezdecydowanych, którzy lubią mieć twarde fundamenty prawne. Wątpliwe jednak, żeby każdy, kto mógłby pracować w domu, rychło uzyskał na to zgodę. Henryk Michałowicz, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich, głównych barier upatruje raczej w zachowaniach kadry menedżerskiej: - System telepracy wymaga dobrej komunikacji wewnątrz firmy. Ludzie, stykając się ze sobą bezpośrednio, nadrabiają niedomagania zarówno w komunikacji, jak i w organizacji pracy. W przypadku telepracy to już niemożliwe.

Michałowicz po sobie wie, że telepracownik czasem potrzebuje potwierdzenia, że to, co robi, robi dobrze. Przy kontaktach czysto technicznych takiej weryfikacji brak. To może być powodem stresów i obniżenia poziomu pracy. - W przypadku telepracy - dodaje - pracownik musi się wykazać samodyscypliną, a menedżer wyobraźnią.

Zdaniem dyrektor Jaworskiej z IBM Polska, sukces wprowadzenia telepracy w dużym stopniu zależy od dojrzałości organizacyjnej przedsiębiorstwa. Pracownik i menedżer muszą sobie wzajemnie zaufać, zrozumieć, że liczą się efekty, a nie czas spędzany przy biurku pod okiem szefa.

