Shawn Fanning, który wymyślił Napstera, nie traci optymizmu. "Wierzymy, że technologia wykorzystywana przez Napstera może pomóc wszystkim: artystom, konsumentom i przemysłowi muzycznemu - oświadczył niedawno. - Uda się wygrać dzięki nowym technologiom, jeżeli będziemy pracować nad modelami wspólnego działania - a do tego dążymy". Pozostali wspólnicy podkreślają, iż przekazywanie piosenek za pomocą serwera dla wielu mało znanych artystów jest znaczącą formą promocji.

Noah Stone, dyrektor amerykańskiego stowarzyszenia Artists Against Piracy (artyści przeciw piractwu), próbuje szukać złotego środka: "Musimy znaleźć sposób, by dać fanom to, czego potrzebują, czyli szybki i prosty dostęp do muzyki za pomocą Internetu. O ile Napster jako technologia wzbudzał szacunek, o tyle Napster jako firma wykazał całkowity brak respektu dla artystów, którzy tworzą te utwory".

Przed zarzutem piractwa Napster broni się twierdząc, że witryna ma na celu jedynie wymianę utworów pomiędzy użytkownikami Internetu, jest więc czymś w rodzaju "biura pośrednictwa". "To tak jakby zamknąć Pocztę Polską za to, że umożliwia przesyłanie sobie kompaktów" - ironizuje jeden z internautów.

Po ogłoszeniu wyroku część użytkowników Napstera rozpoczęła kontrofensywę. Dzwonili do sędzi Patel, by tłumaczyć jej, jak ważny dla wszystkich jest ten program. Wzywają do bojkotu RIAA i grupy Metallica, włamują się na stronę zespołu i dorysowują wykonawcom wąsy. Pojawiło się hasło buycottu, czyli kupowania w sklepach wyłącznie płyt artystów popierających działalność firmy. Nawet jeśli uda się powstrzymać Napstera, to i tak istnieje wiele innych programów, których z braku jednego centralnego serwera nie można zwyczajnie wyłączyć. Młodszy krewniak Napstera, GNUtell, bezpośrednio łączy dwóch chcących wymienić pliki muzyczne użytkowników. Zatrzymanie jego działań oznaczałoby wykasowanie go z każdego osobistego komputera na świecie, co jest niewykonalne.

