Snobowano się też na żuli z Pragi. Bywali w świetlicy, ale żul Janowy musiał być tęgim żulem, jak z apaszowskiego tanga.

Słynny Otello z Pragi, znany z potwornej zazdrości o swą damę pracującą w winiarni na szlaku Starówka-Spatif, dzwoni raz do Marka Piwowskiego: przyjedź, Piwek, napijemy się. Nie mogę, muszę odprowadzić do domu dziewczynę. Nie wiedziałem, Otello na to, że spotykasz się z niewidomą.

I tak z owego przemieszania klasowego, z żartów grubych i cienkich powstawał na szlaku specyficzny, jedyny w swoim rodzaju dowcip. Abstrakcyjny, błyskotliwy, z zaskakującymi pointami. Z tego humoru, który był stylem życia na szlaku, urodził się film "Rejs" - jego kwintesencja i ukoronowanie.

Dowcip STS był innej natury. Studenccy satyrycy wierzyli w socjalizm z ludzką twarzą. Ci ze szlaku pokazywali socjalizmowi język, wypinali się, przedrzeźniali. Obrócili sobie socjalizm w zabawę. W socbarakowozie starali się, nie narażając się władzy, wycisnąć z młodych lat dla siebie, co się tylko da.

Ksywy w górę

Mgr Jan S. Sosnowski zatrudnił się, aż do emerytury, w Centralnym Zarządzie Szkół Artystycznych w Ministerstwie Kultury. Musiał. Nie było wtedy takiego obyczaju, żeby nie pracować. Udawał się co rano do ministerstwa, w którym wspólnie z naczelnikiem (powstał kult naczelnika, mówi Jasser) otwierali szafę z dokumentami oraz butelkami trunków, które nie stały tam dla ozdoby. Jan i naczelnik wystawiali wnioski o przyznawanie tytułów profesorskich artystom, a artyści wyrażali potem poprzez darowane butelki swą radość z tytułu.

