Jeśli chodzi o premiera, to trzeba znaleźć dojście do Lecha Nikolskiego, który decyduje o ostatecznym kształcie listy delegacji. Sam Nikolski twierdzi wprawdzie, że typują izby gospodarcze i organizacje biznesowe, ale innych dróg nie wyklucza.

Można nawet odnieść wrażenie, że te inne są skuteczniejsze. Lech Pilawski z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych wolałby, żeby kryteria doboru przedsiębiorców były bardziej przejrzyste, a organizacje biznesowe dowiadywały się o wyjazdach nieco wcześniej, nie zaś - jak to jest w praktyce - w ostatniej chwili. Program wizyty często bowiem zależy od samych przedsiębiorców. Jeśli więc mają z niej wynikać jakieś pożytki, lepiej mieć czas na przygotowanie. Niestety PKPP nie została jeszcze poinformowana, dokąd w najbliższym czasie wybierają się głowy państwa. Ale na przykład minister Włodzimierz Cimoszewicz zapowiedział, że wybiera się do Danii i Finlandii i nawet zaprosił biznes na spotkanie, żeby się dowiedzieć, czego się po wizycie spodziewa.

Zdarza się, że przedsiębiorcy jadą w charakterze figurantów. Jak wtedy, gdy premier Buzek składał wizytę w Maroku. Na kilka dni przed wyjazdem służby dyplomatyczne poinformowały przedsiębiorców, że podpiszą umowę o współpracy z tamtejszą organizacją pracodawców. Więc podpisali, chociaż nic z tego nie wynika.

Sito przy naborze nie gwarantuje, że nie będzie wpadek. Janusz Steinhoff, wicepremier w rządzie Jerzego Buzka, uważa, że uczestników delegacji na najwyższych szczeblach należałoby prześwietlać dokładniej. Żeby nikomu więcej nie zdarzyło się to co jemu - w grupie biznesowej miał Piotra Bykowskiego, którym wkrótce poważnie zainteresował się prokurator.

