- Po wejściu do gabinetu przeżyła szok - relacjonuje Elżbieta Świszczorowska. - Lekarz mimo usilnych próśb odmówił przyjęcia krwawiącego ojca. Poprosiłam o pisemne poświadczenie tejże odmowy, aby przedstawić je w Narodowym Funduszu Zdrowia. Lekarz oskarżając mnie o szantaż wybiegł do poczekalni i uniesionym głosem zarzucił pacjentom, że wpuszczają nie zarejestrowane osoby, więc on nie może przyjmować chorych z listy. Czułam się jak śmieć, roztrzęsiona i zapłakana wyszłam z przychodni. Ogarnęła nas wielka niemoc i przygnębienie. Ponownie zadzwoniłam do NFZ, a tam zaproponowano, abyśmy udali się do dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego Jana Gierady, któremu podlega Poradnia Ortopedyczna. Dyrektora nie zastałam, ale jego przemiła asystentka sprawiła, że w Izbie Przyjęć Szpitala Wojewódzkiego w pokoju ortopedy zdjęto ojcu szynę gipsową. Okazało się, że na złamanej kostce powstał pęcherz ropny, który pękł. Mogło się to bardzo źle skończyć - opowiada Elżbieta Świszczorowska, która skierowała skargę do Narodowego Funduszu Zdrowia.

- Skarga na pewno będzie rozpatrywana. Wiem, że kilka dni temu przydzielono dodatkowe pieniądze na porady chirurgiczne. To nie zmienia faktu, że pacjent powinien był zostać przyjęty w poradni specjalistycznej. Ze swej strony w każdym alarmującym przypadku radzę jechać do Oddziału Ratunkowego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego - wyjaśnia Dariusz Ryń, rzecznik prasowy NFZ.

Gdy zapytaliśmy prezydenta Kielc Wojciecha Lubawskiego jak można by zaradzić takim sytuacjom ocenił, że to skutki rozmytej odpowiedzialności. Gdyby jeden organ nadzorował leczenie w mieście, to można by stworzyć system sprawnej pomocy. Pierwszym krokiem powinno być skupienie wszystkich kieleckich szpitali, by podlegały albo władzom miasta, albo województwa.

