W niedzielę przed południem w największej w gminie obwodowej komisji wyborczej w Miedniewicach, gdzie uprawnionych do głosowania jest ponad 1200 osób, w spisie wyborców widniały jedynie pojedyncze podpisy osób, które oddały swój głos.

– Na razie bardzo niewiele osób przyszło zagłosować, może po południu będzie trochę lepiej – mówi Bożena Starczyk, przewodnicząca komisji.

Podczas pierwszej tury wyborów frekwencja w gminie Skierniewice wyniosła niewiele ponad 41 proc., a w jednym z obwodów przekroczyła ledwie 25 proc. Nic nie wskazuje na to, że tym razem będzie lepiej.

– Najprawdopodobniej nie pójdziemy głosować – mówi Irena Syndoman, mieszkanka Borowin. – Musielibyśmy dojechać do Sierakowic Prawych, a nie mamy samochodu. Trzeba by było jechać rowerem, a ciągle pada deszcz. Zresztą z gminą mamy niewiele do czynienia i tak naprawdę to wcale nie znam kandydatów – dodaje Irena Syndoman.

– Podczas pierwszej tury, kiedy wybierani są także radni, głosować przychodzą całe rodziny, by poprzeć swojego kandydata. Wtedy głosują także na wójta. Tym razem o wynikach wyborów zdecydują ludzie, którym naprawdę na tym zależy – mówi Dominik Moskwa, jeden z dwóch kandydatów na wójta.

Złożywszy swój los w ręce tych mieszkańców, którzy dotarli do lokali wyborczych, kandydaci na wójta w różny sposób radzą sobie ze z wyborczym stresem.

– Oczywiście, że się denerwuję. Ten dzień spędzam w domu z rodziną, ale telefon wciąż jest pod ręką. Bez względu na wynik wyborów trochę boję się poniedziałku. Z pewnością będzie to dzień inny niż dotychczasowe – mówi Dominik Moskwa.

