Bret Easton Ellis Księżycowy park Lunar Park Tłum. Maciej Szymański Dom Wydawniczy REBIS, seria: Salamandra Poznań 2006, str. 400

Sam Ellis przekonuje Czytelników w swej ostatniej książce, że kiedyś celowo epatował seksem, wulgarnością i najwymyślniejszymi formami przemocy. Ale Ellis się zmienił, przeszedł daleką drogę. Mogę tak śmiało powiedzieć, gdyż nie potrafię zniechęcać do sięgnięcia po Księżycowy park.

Sytuacja wyjątkowa – nieznany mi autor, nic nie mówiący tytuł, współczesna literatura amerykańska, tak inna od zdecydowanie preferowanej przeze mnie prozy brytyjskiej. Ta książka nie powinna trafić w moje ręce i sobą zainteresować. Wręcz z góry skazana była na odrzucenie. A stało się jednak zupełnie inaczej.

Czy zadziałała jakaś magia? Nic bardziej mylnego. Dałam się skusić czemuś, co nigdy nie wzbudzało mego zaufania – reklamowej notce wydawcy. Zawierzyłam kilkunastu zdaniom, które mogły wprowadzić mnie w świat powieści idealnej – łączącej wiele ulubionych gatunków. Z drugiej strony było ryzyko wielkiego rozczarowania, straty czasu i ostatecznego udowodnienia samej sobie tezy, że póki książki się samemu nie skosztuje, nie można wierzyć recenzjom z okładek. I stała się rzecz niebywała. Książka – zagadka, powieść, w której pokładałam ogromne nadzieje nie tylko nie rozczarowała, ale i stała się jedną z ważniejszych przygód literackich ostatnich miesięcy. Było to równie zaskakujące jak fakt, iż jej autorem jest pisarz, który zasłynął napisaniem kontrowersyjnego i wzbudzającego skrajne emocje American Psycho.

