- Znaleźliśmy go w Starej Kiszewie – mówi szef Oazy. – Wydawało się, że sytuacja się już nie powtórzy. Niestety...

Z terenu ośrodka można wyjść nie zwracając uwagi. W końcu to nie zakład karny. Sobota, godzina 11. Opiekunowie wreszcie dostrzegają nieobecność Beniamina. Natychmiast powiadamiają policję.

Podinsp. Franciszek Ramczykowski, zastępca komendanta powiatowego z Kościerzyny z rezerwą mówi o pedagogicznej działalności misji.

- Nie pierwszy raz zaangażowaliśmy się w poszukiwanie niemieckich dzieci – stwierdza komendant. – Wcześniej uciekała pewna piętnastoletnia panienka, potem ten trzynastolatek. Opiekunowie powinni przewidzieć i takie kłopoty, podejmując opiekę nad trudną młodzieżą.

Rozpoczęto poszukiwania. Stary Bukowiec leży na skraju dużego kompleksu leśnego. Beniamin mógł zabłądzić w lesie, mógł się zranić, mógł napotkać złych ludzi...

Znaleziono go następnego dnia w odległym o kilka kilometrów Bartoszymlesie. Wyglądał fatalnie – wymiotował, miał biegunkę, skurcze mięśni... Natychmiast przewieziono go do szpitala w Kościerzynie.

Byłem głodny – opowiadał chłopiec. - Znalazłem takie grzyby podobne do pieczarek. Zjadłem je na surowo.

W takiej sytuacji niezbędne jest natychmiastowe płukanie żołądka. Potem kościerscy pediatrzy zadecydowali o przewiezieniu chłopca do AMG. Trzeba było jak najszybciej znaleźć przyczynę zatrucia i odpowiednią odtrutkę. Treść żołądkową Beniamina w pośpiechu przesłano do laboratorium w szpitalu miejskim na Zaspie. Dr Elżbieta Sienkiewicz zasugerowała, że przyczyną zatrucia może być muskaryna.

