EWA: Ja miałam kiedyś praktykę w szkole specjalnej. Chodzą tam dzieci upośledzone w stopniu lekkim, a poza tym "normalne". Często kończą szkoły zawodowe, pracują, zakładają rodziny. One sobie radzą w społeczeństwie. A nasze dzieci są inne.

A.S.: Tak, one są inne. Nawet jeśli się dobrze rozwijają.

EWA: One zupełnie inaczej funkcjonują. Są inne poprzez emocje.

A.S.: Nie da się zrobić z dziecka upośledzonego - dziecka "normalnego". Bo zawsze mu czegoś brak albo coś "wystaje" i nie pasuje.

ANDRZEJ: Największy problem to samotność naszych dzieci.

A.S.: Zastanawiam się, czy da się kiedykolwiek ją przekroczyć. Samodzielność ludzi z zespołem Downa jest niepełna, co bardzo ogranicza możliwość kontaktów towarzyskich. To żadna przyjemność iść do koleżanki z mamą. Cały urok życia towarzyskiego polega na wolności - urok przyjaźni, pierwszych flirtów, sympatii.

EWA: Czy my sami nie ograniczamy wolności naszych dzieci, niepotrzebnie ingerując w ich kontakty? Obserwowałam rodziców na naszym ostatnim wspólnym turnusie, jak non stop pilnowali swoich dzieci na zamkniętym, bezpiecznym terenie. Wkraczali ostro, gdy dzieci zaczynały się bawić w "małżeństwo" czy w "doktora". A nas, gdy miałyśmy po dziesięć lat, nikt już nie pilnował. Czy kiedykolwiek rodzice chodzili z nami na podwórko?

