Cieszyła się ze swoich zdolności. Bała się słowa "talent". Ale w najszczerszych rozmowach z samą sobą jednak przyznawała, że tak, nie ma wątpliwości, musi mieć odrobinkę prawdziwego talentu. Inaczej nie byłoby tego wszystkiego. Zośka zresztą, a i jej mąż Adam, utwierdzali ją w tym przekonaniu. To oni przecież wystarali się dla niej o pracę w wydawnictwie. Była im za to dozgonnie wdzięczna.

Z Zośką zbliżyła się bardzo w ostatnich miesiącach. Przestało jej wreszcie tak dojmująco przeszkadzać, jak to bywało wcześniej, gadulstwo i pogoń myśli przyjaciółki.

To właśnie Zośka zaproponowała jej przejściowe lokum. U swojej młodszej siostry - Zuźki.

Rodzice ładnie je nazwali. Zośka i Zuźka. Ładnie.

To do Zośki i Adama dowlokła się wtedy, po tej koszmarnej nocy w lesie. Wzdrygnęła się na samo wspomnienie. Minęło już od tamtej pory sporo czasu, a ona do dzisiaj nie mogła się uspokoić. Przypomniała sobie przerażenie malujące się w oczach Zośki w chwili, gdy otwierała jej drzwi, i opanowane rzeczowe pytania Adama. Była wtedy w stanie regularnego szoku. Nie potrafiła wykrztusić żadnego sensownego zdania. Stała w progu i nie mogła powstrzymać dygotania całego ciała.

Dotarła do nich chyba o trzeciej czy czwartej w nocy. Roztrzęsiona nie mogła w windzie trafić palcem w guzik piątego piętra. Wyrwała ich ze snu. Adam jej później powiedział, że był po prostu na sto procent przekonany, iż ktoś ją pobił i zgwałcił. Wprowadzili ją do mieszkania, kazali się rozebrać i umyć, pomagali jej w każdej czynności. Już wtedy, u nich w łazience, kiedy po umyciu twarzy spojrzała w lustro, przeszył ją głęboki lęk. Znów ten głuchy, prawdziwy.

