Zaintrygowany, zapisał numery rejestracyjne ciężarówki. Gdy wieczorem wracał do domu, zauważył, że bar zniknął. Natychmiast zatelefonował do znajomego. - Sprzedałeś budę? - to pytanie zaskoczyło właściciela baru. Z opowiadania kolegi wynikało, że ktoś po prostu ukradł mu bar.

Dźwig państwowy

Właściciel zawiadomił policję. Podał numery ciężarówki, która uprowadziła jego kontener. Policjanci natychmiast ustalili, że samochód należy do jednego ze szczecińskich przedsiębiorstw państwowych.

Pan Mikołajczak postanowił prowadzić śledztwo na własną rękę. Następnego dnia rano pojechał do przedsiębiorstwa, w którym - jak się okazało - można m.in. wypożyczyć dźwig i ciągnik z naczepą przystosowany do przewozu kontenerów.

Pracownicy firmy przyznali, że w dniu, w którym skradziono kontener, pewien mężczyzna wypożyczył ciężki sprzęt. Zapłacił gotówką, więc nikt nie pytał o szczegóły.

Pan Mikołajczak dostał jednak nazwisko i adres tajemniczego mężczyzny. Okazało się, że mieszka on w Kobylance koło Szczecina. Mikołajczak zadzwonił na posterunek policji i dowiedział się, że... taki adres nie istnieje.

Kierowca z firmy wypożyczającej ciężarówki powiedział mu jednak, gdzie zawiózł kontener. Mikołajczak pojechał tam z policjantami.

Przedsiębiorczy Bolek

- To było na krańcu miasta. Gdy przyjechaliśmy na miejsce, od razu spostrzegłem mój kontener. Miał wyłamany zamek, w środku był zupełnie ogołocony - zginął m.in. agregat do prądu, cztery lodówki, cztery rożna, radio, telewizor, 30 krzeseł, napoje i jedzenie. Wykręcono nawet zlewozmywak - opowiada.

