* Marian Grochowski z Jaworzna od roku usiłuje wyjaśnić, skąd wzięło się jego zadłużenie wobec UPC Telewizji Kablowej. Biuro Obsługi Klienta w Katowicach nie ma jego nazwiska w ewidencji, a jednocześnie firma windykacyjna straszy Mariana Grochowskiego sądem. ?

Swoją pierwszą umowę z telewizją kablową Marian Grochowski podpisał w 1994 roku. Potem wyjechał i zawiesił umowę. – Po powrocie w 1997 r. chciałem ponownie skorzystać z usług firmy, ale powiedzieli mi, że będę musiał za to zapłacić 98 zł, jak za nowe przyłączenie. Nie rozumiałem, dlaczego, skoro wszystkie przewody i kable miałem już zamontowane? Nie zdecydowałem się więc na taką propozycję – opowiada nasz Czytelnik.

Dopiero w 1998 roku, gdy była promocja i zwolnienie z opłat, nową umowę podpisała żona pana Mariana. Przy okazji znaleziono 16,80 zł zaległych należności i podłączenie uzależniono od ich zapłacenia.

– Żona to uregulowała i od końca sierpnia 1998 r. mieliśmy sygnał z sieci kablowej. Abonament płaciłem regularnie co miesiąc bez października, w którym zgodnie z promocją usługa dostarczana była bezpłatnie – mówi Marian Grochowski.

– Rezygnację złożyłem pod koniec lutego. Od początku roku poszedł w górę abonament – tłumaczy przyczyny rezygnacji nasz Czytelnik. – Wolałem kupić antenę satelitarną – dodaje.

W październiku 2001 r., kilka miesięcy po rozwiązaniu umowy, przyszło z działu windykacji w Katowicach wezwanie do zapłaty zaległości. – Odpowiedziałem im po raz kolejny, że nie mam żadnego zadłużenia i na potwierdzenie mam dowody wpłaty – skarży się nasz Czytelnik.

