Ze szpitala Maszkiewicz pod opieką polskiego konsula udał się do ambasady. Wczoraj załatwiał jeszcze formalności związane z wyjazdem.

Oczekujących przed szpitalem dziennikarzy zapewnił, że czuje się dobrze. - Opieka medyczna była bardzo dobra. Można powiedzieć, że białoruscy lekarze wyrwali mnie z rąk milicji - powiedział.

- Poczułem się źle w więzieniu na piąty dzień, gdy przyszli do mnie konsul i pani adwokat. Popatrzyli na moją twarz, zobaczyli mój stan i postanowili zawołać lekarza. Przyszedł lekarz, przyjechało pogotowie i już mnie zabrało. Odbywało się to już poza moimi decyzjami. To nie był mój pomysł, żeby iść do szpitala, lecz decyzja lekarzy. Sprawdzili stan mojego serca, wszystkie wyniki badań i stwierdzili, że muszę swoje odleżeć - opowiadał.

Na pytanie o doniesienia, że przeszedł mikrozawał , odparł, że "takie były teoretycznie wskazania EKG". Zastrzegł jednak, że chce jeszcze ocenić stan swego zdrowia i wyniki badań z polskimi lekarzami.

Na temat okoliczności zatrzymania i pobytu w areszcie Maszkiewicz nie chciał się wypowiadać, dopóki znajduje się na terytorium Białorusi.

Maszkiewicz wiąże swoje uwolnienie z dzisiejszą inauguracją prezydenta Alaksandra Łukaszenki na trzecią kadencję. Według niego, władze białoruskie wolały uniknąć poważnych zadrażnień w tym dniu.

Zastępczyni rzecznika polskiego MSZ Justyna Lewańska powiedziała, że były ambasador został uwolniony dzięki działaniom polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Podkreśliła, że polskie MSZ wyraża zadowolenie z uwolnienia Maszkiewicza przez białoruskie władze.

