25 maja 2004 - 0:01

Tak w największym skrócie można opisać zasadę, na której opierają swoje działanie tak zwane systemy argentyńskie. Na ich przykładzie widać jak na dłoni, że Polska to raj dla oszustów, którzy w majestacie prawa wykorzystują najczęściej dwie kategorie ludzi - tych bardzo naiwnych albo tych bardzo zdesperowanych, tak bardzo, że nie patrzą od kogo właściwie chcą pożyczać pieniądze.

- To zasada działania. Firmy, które stosują "systemy argentyńskie" bazują na niewiedzy ludzi. Tolerują albo nawet zachęcają swoich agentów, aby świadomie dezinformowali klientów i zapewniali ich, że otrzymają upragnione pieniądze - mówi pracownica warszawskiej Rady Krajowej Federacji Konsumentów.

Daję słowo...

Na słowo właśnie uwierzył Andrzej, mieszkaniec jednej z podkieleckich miejscowości. - Potrzebowałem pieniędzy na dokończenie budowy domu. Wstyd się przyznać, ale zrobiłem z siebie "jelenia". Zostałem oszukany, a potem jeszcze zastraszany. I wiem, że takich ludzi jak ja jest mnóstwo - opowiada. - Skusiły mnie niskie raty na reklamie. Kiedy poszedłem do firmy to tam pan się zarzekał, że to nie jest "system argentyński". Przeczytałem umowę, starałem się zrozumieć tak jak potrafię i coś mi się nie zgadzało między tym co usłyszałem a tym, co przeczytałem. Ale przedstawiciel powiedział, że ta umowa jest nieadekwatna, że była tworzona dawno, a teraz firma działa inaczej.

