Pamiętam, że przed pucharowymi meczami Legii z Interem mieliśmy porządnego stracha, ale Engel przekonał nas, że wcale nie jesteśmy gorsi od gwiazd z Mediolanu. Potrafił podbudować zawodników psychicznie. Nie udało nam się awansować, ale zagraliśmy jak równy z równym.

Engel był bardzo dobry, gdy drużynie się wiodło. Zagubił się, kiedy przyszły gorsze wyniki. Zarząd klubu zawiesił mnie wtedy na trzy miesiące: na klubowym zebraniu Engel mówił, że mam " zbyt wysokie ego" i nie gram dla drużyny. Przez cztery miesiące nie rozmawialiśmy ze sobą, bo uważałem, że postąpił wobec mnie nie fair.

Antoni Piechniczek faworyzował w reprezentacji piłkarzy ze Śląska. Można to było odczuć w kontaktach poza boiskiem. Nie byłem jego ulubieńcem. Duże znaczenie przywiązywał do kondycji. Myślał jak obrońca. Sądzę, że pożyteczniejszy był w klubie niż w reprezentacji, mimo iż osiągnął z nią tak duże sukcesy.

Przed Mundialem w Meksyku w 1986 r. Piechniczek przesadził z treningami. Na dwa dni przed meczem ganiał nas po polu golfowym. Brakowało nam świeżości. Mogłem biegać przez 90 min w równym tempie. Nie stać mnie było jednak na przyśpieszenie, zryw, śmiałą akcję.

Andrzej Strejlau to pierwszy trener, któremu nie mogę nic zarzucić. Jest obiektywny, uczciwy, nie faworyzuje nikogo. Nie ma lepszego fachowca w Polsce. Nie zmienię mojej opinii o nim nawet wtedy, jeśli nie powoła mnie już do reprezentacji.

