– W Tczewie nie stwierdzono uchybień, natomiast kontrola w jednostce kartuskiej jeszcze się nie zakończyła – tłumaczy Marta Rytwińska z pomorskiej policji. – Limity wynikają głównie z podwyżek cen paliwa i obowiązują wszystkie samochody służbowe. Również te, którymi poruszają się komendanci wojewódzcy.

Szeregowi policjanci są zbulwersowani całą sprawą. Twierdzą, że opisanie cięć paliwowych zamiast pomóc, znacznie im zaszkodziło.

– Po tej publikacji zaczęto nas rozliczać z każdego litra paliwa. Za każdym razem musimy pytać zwierzchników o pozwolenia na wyjazd radiowozem, uzasadniając ich celowość – mówi jeden z policjantów, proszący o zachowanie anonimowości. W Kartuzach dochodzi do absurdalnych sytuacji, niektórzy policjanci wykonując polecenia często korzystają z prywatnych samochodów.

Zwierzchnicy dali im podobno do zrozumienia, że w przypadku kiedy w dalszym ciągu będą w tej sprawie kontaktować się z dziennikarzami, mogą spodziewać się nieprzyjemnych konsekwencji. Aby wyłapać nieposłusznych policjantów, chcą ponoć wprowadzić podsłuchy rozmów telefonicznych, gdyż opisywanie paliwowego problemu przedstawia pomorską policję w złym świetle.

– Nigdy nie zakazałem policjantom kontaktu z dziennikarzami, jednak do udzielania wszelkich informacji jest upoważniony rzecznik komendy – ripostuje Wiesław Formela, szef kartuskiej policji. – Nie mówiłem też o podsłuchach na aparaty, gdyż każdy z funkcjonariuszy może mieć prywatny telefon komórkowy.

Mundurowi twierdzą, że teraz sto litrów paliwa przy służbie trzyzmianowej wystarcza jedynie na 5-6 dni. Przy tak niskich limitach policjanci zmuszeni są prosić samorządy o kolejne wsparcie.

