Międzyrządowa Konferencja Unii Europejskiej w Turynie

Start maratonu

Unia Europejska podejmuje się reformy swych instytucji, by przyjąć nowych członków - głównie z Europy Wschodniej

W pełnym słońcu w stolicy Piemontu, u podnóża Alp, przywódcy Piętnastki otworzyli wczoraj konferencję, której znaczenie przyrównuje się do upadku muru berlińskiego. Od rezultatu konferencji, określanej jako Maastricht II (będzie kontynuacją umów z Maastricht sprzed pięciu lat), zależy m.in., kiedy i na jakich warunkach Polska będzie mogła przystąpić do Unii. Piętnastka obiecała nam, że sześć miesięcy po pomyślnym zakończeniu Maastricht II (zapewne pod koniec 1997 r.) zaczną się negocjacje.

- Trzeba odnowić struktury. Porażka konferencji lub brak konkretnych rezultatów poda w wątpliwość rozszerzenie Unii z katastrofalnymi konsekwencjami dla przyszłości całego kontynentu - ostrzegał w przemówieniu inauguracyjnym przewodniczący Komisji Europejskiej Jacques Santer. - To ostatnia szansa przygotowania Unii do wyzwań XXI wieku. W deklaracji końcowej turyńskiego szczytu napisano, że rozszerzenie Unii jest "misją historyczną" i "ogromną szansą dla Europy" .

Premier Szwecji Goran Persson przypomniał jednak, że Maastricht II nie rozwiązuje wszystkich problemów z przyjęciem nowych członków, np. co zrobić, by przyjęcie biednych krajów z naszego regionu nie rozbiło budżetu Unii. Ale już te kwestie, którymi zajmie się Unia, wystarczą, by doszło do kłótni między państwami chcącymi ściślejszej europejskiej integracji (Stanów Zjednoczonych Europy) i preferującymi luźniejsze związki (Europa narodów).

