Posłyszawszy kroki ukrył sporządzoną dla siebie kopię przekładu, aby ją pokazać profesorowi.

- Udało się? - zapytała zdyszana panienka. - Myślę, że się udało.

- To dobrze, to dobrze! Bardzo serdecznie panu dziękuję. Czy to ciekawe?

- Nudne - odrzekł Adaś. - Nic nadzwyczajnego.

Panienka włożyła oryginał i tłumaczenie do koperty i nie interesując się treścią listu zalepiła ją ku wielkiej radości Adasia, który pomyślał, że gdyby ujrzała w starym liście nazwę "Bejgoła" i nazwisko sąsiadów Gąsowskich, długie musiałoby się zacząć gadanie

.

Przy wczesnej wieczerzy Adaś dał koncert wesołości i niestworzone opowiadał historie. Z serdeczną wdzięcznością patrzono na tego miłego chłopca, co przyszedł znikąd i napełnia cały dom radosnym śmiechem.

Nagle mu przerwano, gdyż ktoś wszedł z oznajmieniem, że ów nieznajomy, co mieszka w Żywotówce, czeka w kuchni.

- Ach, to po ten list! -. rzekła panienka i wyszła z pokoju. - Muszę i ja zobaczyć, dla kogo pracowałem - zaśmiał się Adaś jakoś nieszczerze i poszedł za nią.

Skradając się pod ścianami zajrzał przez otwarte drzwi wiodące do kuchni. Stał tam człowiek, który gorąco dziękował panience.

- Malarz! Fałszywy malarz! - zawołał Adaś bez słów. Rozmyślał przez chwilę, potem jednym kocim skokiem był za drzwiami wiodącymi na obejście.

Niezmierne zdumienie i serdeczny niepokój ogarnął cały dom: gość, miły, wesoły gość, przepadł tego wieczora jak kamień w wodzie .

