Największą sensacją było obserwowanie przez okno w nocy z 13 na 14 i z 14 na 15 zrzutów broni - rakiety - walka powietrzna.

15 VIII 1944. Wtorek

Dziś jest pierwszy dzień bez wody. To pogłębia grozę sytuacji. Tragedia zapada w obrzydliwość. Pod naszymi oknami w ogródku pani Kowalczewskiej kopią olbrzymi dół kloaczny. Dziś w nocy miałam dyżur od pierwszej w nocy do piątej rano, w czasie którego były desanty. Dziś o czwartej i pół pocisk z tanku zawadził o nasz dom, tak że wszędzie posypały się tynki i cegły. W moim mieszkaniu ofiarą wstrząsu padł talerz z osiołkiem z Sorrento, który spadł ze ściany i rozbił się na cztery kawałki. Mój posępny nastrój wieczorem wywołuje gniew Anny. Na kolacji bezdomna.

Ja rano z wizytą u p. Kowalczewskiej, a potem u p. Kiślańskiej. Pan Żerkowski wrócił z miasta, chodził do rogu Wilczej i Kruczej.

Po południu u pani Potockiej. Wszędzie dostaję jak żebrak po parę papierosów, które mi się skończyły, i których strasznie mi brak. A p. Kiślańska poczęstowała mnie też niezłą wódką, co mi dobrze zrobiło.

Dąbrowa Zduńska. 29 XII 1944. Piątek

Od czasu kiedy przerwałam te notatki, los Polski i mój osobisty zapadł w tragedię, przechodzącą najbardziej makabryczną wyobraźnię. Notuję krótko po kronikarsku wypadki, gdyż nie mam odpowiednich słów, aby wyrazić moją rozpacz i żałość.

