Profesor Biernacki był przyjacielem rodziny. Znał chłopców od dziecka. Namówił Janka, żeby spróbował zakwalifikować się do "polskiej piątki", która będzie promowana przed konkursem.

- Że też nie przyleciałeś ze mną, Janiku!

- Oj, panie profesorze, gdybym to ja wiedział... Jestem skonany, nie ma mnie właściwie. Nie wiem, czy powinienem dziś grać.

- Wiesz... - siedli z kawą przy stoliku - w etiudach jesteś i tak najlepszy. Słyszałem innych. Nie mają szans. Jesteś wyszkolony technicznie, aż szkoda gadać. Kłopot możesz mieć dopiero przy sonatach, pod koniec. Żeby dobrze grać so... - ...naty, trzeba coś już przeżyć. Wiem, wiem, panie profesorze. Jestem za młody i niedoświadczony, mam to traktować sportowo, a etiudy to moja najmocniejsza strona! To już przerobiliśmy. Ale ja w ogóle nie ćwiczyłem od przyjazdu! Jestem zero w tej chwili.

- Idź spokojnie. Nuty masz?

Janek zmartwiał.

- Taaak, mmam.

Miał nie tylko nuty.

- Pokaż, mały, przypomnijmy palcowania.

Siląc się na swobodę wyjął zeszyt, otwierając na odpowiednich stronach.

- Świetnie. Pamiętaj, to cis czwartym palcem. Tu często nie zdążasz. Nie pomyl się, a będzie w porządku. W domu grałeś przed wyjazdem?

