o pulsujących życiem ulicach, gęstych lasach, rozległym niebie, a przecież właśnie na to liczył. Czyżby te kolejne odsiadki z wolna podcięły skrzydła jego wyobraźni?

Kiedy za okratowanymi drzwiami znów ujrzał twarz strażnika, spojrzał na niego niechętnie; ta jego nadęta mina jakby skuwała go niezliczonymi łańcuchami. Z bólem przyjrzał się twardej rzeczywistości – więżącym go granitowym murom. Leżał tak, wyciągając ręce i nogi. Co jeszcze mógł robić poza spaniem? Sen zapewni mu wystarczająco dużo nieograniczonych możliwości. No to spać!

Tuż przed zaśnięciem usłyszał ćwierkanie – był to zapewne uległy świergot ptaka zamkniętego w klatce. Brzmiał jednak bardzo słodko

i Harry wolał wyobrażać sobie ptaszynę odpoczywającą na gałęzi gęsto pokrytej listowiem

i wsłuchiwać się w szum trzepoczących na wietrze piór.

Następnego dnia znalazł się już wśród drzew – był to teren niedaleko za miastem. Cieszył się, że jego wyobraźnia jeszcze się nie wyczerpała. Pomyślał jednak o umowie. Strażnik obiecał ucztę. W rzeczy samej, w brzuchu zaburczało Harry’emu z głodu. Potarł brodę i postanowiwszy skorzystać z okazji do napełnienia żołądka, ruszył w kierunku miasta.

Po jednej stronie bramy wisiał kolejny list gończy z jego opisem; wysokość nagrody wzrosła już dwukrotnie, ale żołnierz przy wejściu sprawdzał tylko opuszczających miasto, bo kto by pomyślał, że zbiegły więzień mógłby sam pchać się w sidła. Harry ruszył prosto do domu strażnika. Poczuł napływającą z niego woń mięsa – strażnik demonstrował właśnie swoje umiejętności kulinarne.

