– No to pa, zobaczymy się wieczorem na kolacji – i wyszła.

Teraz już wiedziała, że to koniec.

Rozryczała się dopiero na schodach. Puściło wszystko, co wzbierało w niej od wczoraj. Szlochała i szlochała, a kiedy się uspokoiła, poczuła się znacznie lepiej. “Nie martw się, maleńka. Znajdziemy fajnego faceta i będziemy żyły jak królewny”.

Zeszła trzy piętra i zapukała do Wiktora. Kiedy otworzył drzwi, nie mogła się powstrzymać od okrzyku:

– Jak ty wyglądasz?

– Pewnie jak własny wuj dzień po wypłacie – odpowiedział, uśmiechając się kwaśno. – Walczyłem całą noc ze snem. I zwyciężyłem.

– Gratuluję. Ja zasnęłam na dwie godziny. I to był błąd. Obudziłam się w ostatniej chwili, znowu dwa kroki bliżej rozwiązania. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła dojść do końca. Tej nocy też zrobię wszystko, żeby nie zmrużyć oka.

Weszła do środka. Kamil siedział przy stole, machnął jej na przywitanie, nie wstając. Rozejrzała się po zapuszczonym mieszkaniu i ze zdumieniem zauważyła dziecięce rysunki na ścianach.

– Myślałam, że jesteś kawalerem – zwróciła się do Wiktora.

– Nie, nie jestem – odpowiedział krótko.

– Długo już? – zapytała.

– Tak jakby. Za osiemnaście dni będzie rok.

Chciała spytać, jak to jest, kiedy się rozstaje z kimś, kogo się przez lata kochało, ale się powstrzymała. Przez kilka sekund patrzyli na siebie, potem rzuciła torebkę na podłogę i usiadła przy stole. Zapaliła papierosa, ale go po chwili zgasiła.

