Regulaminy Guinnessa są bardzo surowe i skrupulatne. Po pierwsza - ryba nie mogła być mrożona, po drugie wszystkie najważniejsze czynności rekordzista musiał wykonać sam, po trzecie - jak już wspomniałem - ryba nie tylko powinna być jadalna, ale też smaczna.

Kilka dni przed próbą bicia rekordu jego inicjatorzy: szef targów - Jan Akielaszek oraz dyrektor orbisowskich hoteli „Wrocław” i „Monopol” - Tadeusz Szymczak razem z przyszłym rekordzistą zastanawiali się, jaką wybrać rybę. W grę mogły wchodzić tylko trzy: sandacz, szczupak i sum z milickich stawów. Na wszelki wypadek zamówiono największego z możliwych - morskiego miecznika. Z ramienia Guinnessa na przebiegiem całej próby czuwał polski wydawca światowej księgi rekordów, Zenon Pustelnik z „Panteonu”.

Inne rekordy Guinessa

Najstarszy wrocławski rekord zapisany w tej księdze pochodzi z roku 1919, kiedy Wrocław nazywał się jeszcze Breslau i użyto tu największych śmigieł Garuda o średnicy 6,9 m każde, do samolotu Linke-Hoffman napędzanego przez cztery silniki Mercedesa.

Jest też rekord milenijnej sztafety pływackiej 1000 x 50 m pobity 18 czerwca ubiegłego roku. Z numerem 1 wskoczył do basenu wiceprezydent Wrocławia Andrzej Łoś, a z numerem 1000 dziś już były wojewoda Witold Krochmal.

Marzą o tym setki ludzi

Na stronach sportowych można znaleźć naszą trzykrotną mistrzynię olimpijską w strzelaniu - Renatę Mauer-Różańską. Wiem to wszystko, bo przedwczoraj trafiła w moje ręce prosto z Hiszpanii najnowsza „Guinness World Records 2002”.

