Stacja dializ w legnickim szpitalu wojewódzkim może przyjąć tylko połowę oczekujących na ten ratujący życie zabieg - wyłącznie najcięższe przypadki. Gdyby mieć pewność, że Kasa Chorych zapłaci za leczenie, już za dwa miesiące mogłaby zacząć działalność supernowoczesna prywatna stacja dializ w Głogowie.

Kiedy nerki przestają pracować, dializa jest niezbędna. Aby żyć chory musi przyjeżdżać na uciążliwe, długotrwałe zabiegi. Wielu tylko tak może dożyć przeszczepu.

Od roku Maciej Skomorowski, wspierany m.in. przez Dariusza Chramiuka, ordynatora legnickiego oddziału nefrologii, próbuje doprowadzić do otwarcia na parterze nowo oddanej przychodni w Głogowie stacji dializ - pierwszej prywatnej placówki tego rodzaju w kraju. W początkowym okresie mogłaby przyjmować 40 pacjentów, póżniej około 60. Dokładnie tylu, ilu z powodu braku miejsc musi odmawiać doktor Chramiuk.

- Jesteśmy bezsilni. Chorym pozostaje oczekiwanie w nadziei, że zwolni się miejsce - wylicza Dariusz Chramiuk.

Z raportu o stanie lecznictwa nerkozastępczego wynika, że w całej Polsce brakuje stacji dializ. Autorzy analizy wskazują miejsca, w których takie placówki powinny powstać - wśród nich właśnie Głogów. Koszt dowozu głogowskich pacjentów do Legnicy jest wyższy niż koszt samego zabiegu - to też niebagatelny argument.

Maciej Skomorowski twierdzi, że jego stacja dializ mogłaby zostać otwarta już 1 lutego 2000 roku, gdyby nie niepewność, czy Dolnośląska Kasa Chorych pokryje koszta zabiegów.

- Kasom nie powinno braknąć pieniędzy na ten cel, bo wraz z przekazaniem im odpowiedzialności za wysokospecjalistyczne zabiegi, weźmiemy na siebie część ich dotychczasowych zadań. Poza tym otrzymają kwotę wyższą niż inflacja - twierdzi Michał Sobolewski, dyrektor departamentu świadczeń zdrowotnych w ministerstwie finansów.

