- Z tego wszystkiego zapomniałabym ci powiedzieć, a to prawie najważniejsze. Wiesz, co się dzisiaj w nocy stało? Moja mama włożyła mi palec do ust. Przez sen. Ona chyba nic o tym nie wie. Możesz to sobie wyobrazić?

- To co, wywołujemy dzisiaj?

- A masz jakiś pomysł?

- Właśnie sobie przypomniałem, że mój kumpel zginął w wypadku. Chciałbym sobie z nim pogadać.

- No to pewnie.

Wieczór. Wyciągamy planszę, już bez żadnej żenady. Wołamy Jacka. Jest. Ja pytam, on odpowiada.

- Gdzie teraz jesteś?

- W PIEKLE.

- Nie żartuj sobie.

- WCALE NIE ŻARTUJĘ. PAMIĘTASZ, ŻEBYM JA SOBIE KIEDYKOLWIEK Z CZEGOŚ ŻARTOWAŁ?

- Nie pamiętam, istotnie - tu zwracam się do Baaty - zawsze sobie tylko wszyscy z niego żartowali. No i jak ci tam jest?

- NORMALNIE. WSZĘDZIE SIĘ ROBI NORMALNIE, SKORO JUŻ SIĘ TAM ZNAJDZIESZ.

- I co, masz jakąś szansę na obcowanie z Bogiem?

- RACZEJ NIE. PRZYNAJMNIEJ MOGĘ BYĆ NADAL RELIGIOZNAWCĄ.

- To znaczy?

- MOGĘ SIĘ DOMYŚLAĆ.

- Więc nie wiesz, jak to jest naprawdę?

- A CO TO ZNACZY NAPRAWDĘ?

- No, nie jesteś wszechwiedzący?

- MÓGŁBYM, GDYBYM CHCIAŁ, ALE KIEDY MOŻESZ WIEDZIEĆ WSZYSTKO, CO TYLKO ZECHCESZ, TO PRZESTAJE CI SIĘ CHCIEĆ.

