– A to, co sprawia, że ja jestem szczęśliwy, to jest dla ciebie którorzędne?

Spojrzała na niego zdumiona.

– Żartujesz sobie chyba. Ważne jest przecież to, co robimy dla naszego związku, żebyśmy byli razem szczęśliwi. Przecież się kochamy, prawda? I na tym nam zależy.

– Oczywiście, ale zależy nam też na sobie samych. Słyszałaś na pewno, że im mocniejsze są elementy układu, tym mocniejszy jest cały układ. Nie da się inaczej go wzmocnić.

– O co ci chodzi?

– Chodzi mi o to, że jedyny sposób, żeby żyło nam się fajnie, to rozwijać siebie. Trochę razem, a trochę osobno. Na przykład ja będę malował, a ty nie. Ty będziesz chodziła do filharmonii, a ja nie. I tak dalej. Każde z nas będzie się rozwijało i razem będzie nam lepiej. Będziemy bogatsi, bardziej wartościowi, będziemy mogli więcej sobie zaoferować.

Patrzył na nią i nie rozumiał, dlaczego z każdym jego słowem robi się coraz bardziej smutna.

– Ale ja nie chcę bez ciebie, naprawdę – wyjąkała. – Czy to jest obowiązkowe, żeby robić coś samemu? Może zróbmy tak, że ty coś będziesz robił sam, a ja tylko z tobą. Może tak być?

Robert przejechał dłonią po twarzy w geście rezygnacji.

Westchnął, objął Agnieszkę i powiedział:

