– Ależ proszę sobie nie robić kłopotu, to nie są sumy, o jakie będzie się spierało dwóch gentlemanów. Jest pan moim gościem.

Prezes uśmiechnął się, trochę z zakłopotania, trochę z zadowolenia – miał w zwyczaju podliczać koszty, zanim dostał rachunek, kwota 84 złotych kołatała mu się po głowie przez całe spotkanie i zastanawiał się, czy doliczyć 8,40, co dałoby 92,40, czy też musi rozstać się, po prezesowsku, z okrągłą setką. To, że sprawa się rozwiązała, było na tyle wygodne, że przeważyło niewygodę bycia czyimś gościem, do czego prezes nie przywykł – chyba że płacił inny prezes i obiad był wpuszczany w koszty innej firmy. Zaczął się zastanawiać, czy Helsztyński też wpuszcza to w koszty, czy tort Sachera, szarlotka i dwie herbaty po 18 złotych sztuka, czy stały rachunek w hotelu B. jest wpuszczany – i na tym upłynęło mu pożegnanie, przejście do samochodu i pół drogi do biura „Poldrobexu”. Przez drugą połowę drogi zastanawiał się nad umową z bułgarskim dostawcą koniny na kabanosy, od czego zależało rozszerzenie produkcji o wędliny niedrobiowe. Czy należy zmienić nazwę firmy?

III

– ...ależ nie, nie powinniśmy popadać w rutynę, czemu cały czas obstawać przy B., jakby w Warszawie nie było gdzie pójść... A gdzie pani zazwyczaj bywa?

