A jak ta partia rządziła, to jest nadal problem do rozjaśnienia i dogłębnego poznania. I wcale nie chodzi tu o jakiś rewanżyzm i zemstę na obozie rządzącym Polską w latach 2005-2007, a o wiedzę, jak to wszystko naprawdę wyglądało, bo przecież widzieliśmy tylko co nieco, w ogólnym zarysie bądź tylko w szczegółach, które ujawniały się nieoczekiwanie w różnych miejscach i w różnych sprawach. Czy to przy okazji taśm pani poseł Beger, czy to wtedy, gdy zaczął swoje opowiadać minister Kaczmarek albo zdymisjonowany po raz pierwszy i po raz drugi wicepremier Lepper.

Zresztą, gdziekolwiek oko by się zatrzymało, na którymkolwiek resorcie czy froncie działania PiS - czy to w MON, czy w MSZ, w Ministerstwie Sprawiedliwości, w sporcie, czy w telewizji i radiu - wszędzie właściwie dostrzec można było rzeczy bardzo niepokojące. Ale wszystkie te zdarzenia i relacje tworzą tylko kontury obrazu.

Nauki z lat ostatnich powinny układać się według kilku porządków. Jest porządek instytucjonalny, porządek prawa, zapisanych reguł i procedur. Zobaczyliśmy, jak jest on dziurawy i niepełny, jak łatwo go nadużyć i wykorzystać do swoich politycznych celów, jak mało w nim wewnętrznych gwarancji i zapór uniemożliwiających niecne praktyki, jak łatwo też go zmieniać, odchodząc od rzeczywistych intencji legislacyjnych. Jeśli jest nam potrzebna jakaś lustracja, to na pewno lustracja prawa, przeprowadzona według jednej zasady: jak chronić demokrację przed władzą lub mówiąc inaczej: jak umacniać państwo, by było ono silne w imieniu tejże demokracji, a nie przeciwko obywatelom. Nie chodzi o taką siłę, która rano wywala nam drzwi, uzbrojona w łomy i kamery telewizyjne, a twarz chowa za kominiarką po to, by swoją mógł pokazać na konferencji prasowej pan minister.

