Co zmieni się w Filharmonii z chwilą zmiany dyrektora?

- Przede wszystkim chciałabym widzieć taką Filharmonię, z której Częstochowa byłaby dumna, i z której dumni byliby ci, którzy w Filharmonii pracują.

Ależ do tej pory częstochowianie dobrze postrzegali Filharmonię i poziom artystyczny muzyków nie budził zastrzeżeń, podobnie proponowany repertuar.

- To prawda. Pragnę jednak by, przy wysokim poziomie artystycznym, nasza Filharmonia stała się instytucją bardziej otwartą. Z jednej strony na to, co się dzieje w Polsce i na świecie, z drugiej strony, na potrzeby częstochowskich melomanów a także na wielu znakomitych częstochowskich muzyków, których Filharmonia winna promować.

Od wielu miesięcy słyszało się o konflikcie na linii dyrekcja - muzycy. Głównie chodziło o zarobki. Z tego powodu musiał odejść Jerzy Swoboda.

- Nie chodziło jedynie o sprawy finansowe. Dla muzyka, równie ważna lub nawet ważniejsza niż pieniądze jest dobra atmosfera pracy i satysfakcja artystyczna. Tu brakowało po trosze i jednego, i drugiego. Zarówno materii jak i artystycznego ducha, a co za tym idzie entuzjazmu.

Mimo to na zewnątrz instytucja była postrzegana pozytywnie. Sądzę, że obu byłym dyrektorom udało się wiele osiągnąć. Nie brakowało i ciekawych koncertów, i sław. Orkiestra pod batutą Jerzego Swobody grała wiele i coraz lepiej. Mówi Pani o otwarciu się instytucji, ale ona właśnie w ostatnich latach mocno otworzyła się na różnego rodzaju inicjatywy. W związku z tym moje pytanie, co konkretnie miałoby się zmienić w Filharmonii?

