Rzeczywiście do tej pory nie istniała w Polsce spójna baza procedur medycznych - mimo kontraktowania ich przez NFZ ten sam zabieg mógł być wykonywany w różnych szpitalach w rozmaity sposób i w różnych wskazaniach, a nawet mógł być inaczej nazywany i raportowany do Funduszu. Teraz minister zdrowia otrzymał z AOTM kilkunastotysięczną listę procedur. Udało się to dzięki temu, że Agencja otrzymała udostępnioną jej przez Naczelną Izbę Lekarską amerykańską klasyfikację procedur medycznych CPT (Current Procedural Terminology), z opisem całej oferty współczesnej medycyny, co ułatwiło polskim ekspertom związanie poszczególnych badań i zabiegów z konkretnymi wskazaniami.

Zdaniem autorów koszyka, lwia część tego wykazu bezwarunkowo wymaga finansowania przez NFZ, ale bez uzupełnienia jej precyzyjną wyceną poszczególnych świadczeń i bez przybliżonych choćby szacunków, jakie jest na nie zapotrzebowanie, nie da się ustalić, co Fundusz może z tego finansować, a czego nie.

AOTM opracowała już system ewidencjonowania i przetwarzania danych, umożliwiających zliczanie kosztów operacji i wycenianie wkładu pracy lekarzy. - Poznamy je w odniesieniu do wszystkich procedur za 6-10 miesięcy - zapowiada dyrektor Agencji Waldemar Wierzba. To będzie jakiś kolejny krok w stronę owego mitycznego koszyka. Kłopoty zaczną się wtedy, gdy trzeba będzie jakieś pozycje usunąć z listy bezpłatnych świadczeń, gdy okaże się, że procedury są wycenione za nisko w stosunku do rzeczywistych kosztów albo że na zakup niezbędnych świadczeń nie starcza owych 40 mld zł, jakimi dysponuje NFZ. W przygotowanym koszyku na pewno nie znajdzie się odpowiedzi, jak powinny być finansowane świadczenia zdrowotne.

